To, ile materiału wyjdzie z dnia zdjęciowego, rozstrzyga się tydzień wcześniej. Nie na planie i nie przy wyborze sprzętu. Firma, która przychodzi z gotową listą planowanych publikacji, wychodzi z materiałem na kilka tygodni. Firma, która przychodzi z hasłem „zróbmy fajne zdjęcia”, wychodzi z ładną galerią i pytaniem, co teraz z nią zrobić.
Większość poradników o tym, jak przygotować firmę do dnia zdjęciowego, kończy się na posprzątaniu biura i doborze koszul. To też się liczy. Tylko że nie o tym decyduje wynik. Poniżej jest ta druga część, produkcyjna, którą widać dopiero po kilkudziesięciu dniach na planie.
Dlaczego z tego samego dnia jedna firma wychodzi z pięcioma materiałami, a druga z trzydziestoma
Bo liczy się liczba wariantów, nie liczba godzin.
Ekipa może pracować osiem godzin i oddać pięć ujęć. Albo trzydzieści. Ten sam sprzęt, ta sama lokalizacja, ta sama stawka za dzień. Różnica siedzi w tym, czy ktoś wcześniej rozpisał, gdzie ten materiał ma trafić.
Weź jedną scenę: osoba przy biurku, produkt na blacie. Nagrana na jedno ujęcie daje jedną publikację. Ta sama scena w trzech kadrach (szeroki, średni, detal), w dwóch stylizacjach i z dodatkowym dublem bez mówienia daje sześć. Nic się nie zmieniło poza tym, że ktoś to przewidział przed wejściem na plan.
Zacznij od listy publikacji, nie od listy ujęć
Pierwszym dokumentem nie jest lista ujęć. Jest nią plan tego, co chcesz wrzucić na kanały przez najbliższe cztery tygodnie.
Brzmi jak odwrócona kolejność, ale tak to działa. Z planu publikacji wynika liczba scen. Z liczby scen wynika harmonogram dnia. Z harmonogramu wynika, czy zmieścisz się w jednym dniu, czy potrzebujesz dwóch. Kiedy zaczniesz od listy ujęć, robisz ją na wyczucie i połowa materiału zostaje na dysku, bo nie pasuje do niczego konkretnego.
Nie musi to być rozbudowany kalendarz treści. Dwadzieścia tematów w tabelce wystarczy, żeby reszta miała z czego wynikać.
Jak przygotować firmę do dnia zdjęciowego: cztery ustalenia przed sesją
Godzina rozmowy i cztery decyzje.
Pierwsza dotyczy kanałów i formatów. Instagram, TikTok i Shorts to pion 9:16. Strona, prezentacje i klasyczny YouTube to zwykle poziom. LinkedIn zniesie jedno i drugie. Jeśli tego nie ustalisz, kamera domyślnie stanie poziomo, a potem część kadrów nie przetrwa przycięcia.
Druga: ile publikacji ma z tego wyjść. Nie „dużo materiału”, tylko konkretnie ile rolek, ile zdjęć na feed, ile ujęć na stronę. Ta liczba przekłada się wprost na harmonogram godzinowy.
Trzecia: kto mówi do kamery. Jeśli w materiale ma paść czyjaś wypowiedź, ta osoba musi mieć zablokowany czas i wiedzieć wcześniej, o czym mówi. Łapanie prezesa między spotkaniami kończy się jednym ujęciem, którego i tak nie użyjecie.
Czwarta: kto pisze teksty. Opisy postów, napisy na wideo, copy na stronę. Kiedy wiadomo o nich przed sesją, ekipa wie, gdzie w kadrze zostawić puste miejsce na napis. Kiedy nie wiadomo, napis ląduje na twarzy.
Co musi się wydarzyć na planie, żeby materiał przetrwał przycięcie do pionu
Tu przebiega granica między sesją zdjęciową a dniem produkcji contentu.
Kadrowanie z zapasem. Jeżeli ten sam materiał ma trafić i do pionu, i do poziomu, ujęcia komponuje się z marginesem po bokach. Bohater ustawiony przy krawędzi kadru poziomego po przycięciu do 9:16 wychodzi poza obraz. Zapas nie kosztuje nic. Jego brak kosztuje cały materiał.
Duble bez dialogu. Po każdym ujęciu z wypowiedzią nagrywa się ten sam kadr bez mówienia. Taki dubel idzie potem pod lektora, pod napisy albo pod samą muzykę. Jedno ustawienie, dwa osobne materiały.
Reset sceny. Produkt przestawiony o kilkanaście centymetrów, inny rekwizyt w tle, przestawione światło. To są nowe ujęcia, nie duplikaty. Bez resetu dostajesz trzydzieści zdjęć, które wyglądają jak jedno.
Przebranki. Dwie albo trzy zmiany ubrania w ciągu dnia sprawiają, że materiał wygląda, jakby powstał w różne dni. Najprostsza rzecz na tej liście i najczęściej pomijana.
Kiedy planujemy dzień zdjęciowy pod social media, listę ujęć budujemy z kalendarza publikacji klienta, a nie odwrotnie. Zakres takiego dnia rozpisujemy wspólnie, zanim ktokolwiek wejdzie na plan. Co się na to składa, widać w zakresie usług studia.
Błędy, które kasują pół dnia zdjęciowego
Wszystko nagrane poziomo i bez zapasu. Materiał wygląda świetnie na stronie i nie nadaje się na żaden kanał pionowy. Najdroższy błąd z tej listy, bo wychodzi dopiero na montażu, kiedy nie ma już czego poprawić.
Jedna stylizacja przez cały dzień. Publikacje przez miesiąc wyglądają jak seria zdjęć z jednego popołudnia. Bo są.
Brak listy ujęć. Ekipa improwizuje, dzień schodzi na ustalaniu, co dalej, a najciekawsze sceny przychodzą do głowy w godzinie, w której skończył się czas.
Nikt po stronie firmy nie odpowiada za przebieg. Fotograf szuka osoby, która wpuści go do magazynu, właściciel odbiera telefony, wszyscy czekają. Jedna wyznaczona osoba do koordynacji ratuje godzinę pracy, czasem dwie.
Przy zdjęciach produktowych dochodzi jeszcze stan samych produktów: czyste egzemplarze, komplet wariantów kolorystycznych, opakowania bez wgnieceń. Rozpisaliśmy to szerzej we wpisie o fotografii produktowej. Najczęstsze potknięcia po stronie wideo zebraliśmy z kolei w tekście o błędach w produkcji wideo.
Kto za co odpowiada
| Zadanie | Firma | Ekipa |
|---|---|---|
| Lista planowanych publikacji na miesiąc | tak | konsultacja |
| Lista ujęć wynikająca z publikacji | konsultacja | tak |
| Dostępność osób przed kamerą | tak | nie |
| Przygotowanie lokalizacji i produktów | tak | wytyczne |
| Harmonogram godzinowy dnia | konsultacja | tak |
| Kadrowanie pod formaty pionowe i poziome | nie | tak |
| Stylizacje i przebranki | tak | wytyczne |
| Osoba koordynująca na miejscu | tak | nie |
| Montaż, kolor, eksport wersji formatowych | nie | tak |
Podział wygląda banalnie do momentu, w którym okazuje się, że nikt nie zrobił pierwszego wiersza. Cała reszta z niego wynika.
Kiedy zacząć przygotowania
Sam brief to jedno spotkanie. Godzina, czasem dwie.
Reszta zajmuje więcej. Zebranie ludzi, przygotowanie lokalizacji, skompletowanie produktów: na to potrzeba zwykle tygodnia albo dwóch, bo wchodzą w to urlopy, dostawy i porządki, na które nigdy nie ma czasu. Dlatego termin sesji ustalaj z co najmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Nie dlatego, że ekipa tyle potrzebuje, tylko dlatego, że tyle zajmuje przygotowanie po Twojej stronie.
FAQ
Ile materiałów realnie wychodzi z jednego dnia zdjęciowego?
To zależy od liczby scen i wariantów, nie od długości dnia. Dobrze rozpisany dzień z kilkoma lokalizacjami, zmianami stylizacji i dublami bez dialogu daje materiał na kilka tygodni publikacji. Dzień bez briefu daje kilka ujęć i sporo żalu przy montażu.
Czy da się połączyć zdjęcia i wideo w jednym dniu?
Tak i zwykle to się opłaca, bo koszty stałe (dojazd, rozstawienie, ustawienie światła) ponosisz raz. Warunek jest jeden: dzień trzeba podzielić na bloki. Przełączanie się między aparatem a kamerą co kilkanaście minut zjada czas i kończy się materiałem, który jest średni w obu formatach.
Czy muszę mieć gotowy scenariusz?
Nie w formie dialogów. Potrzebujesz listy tego, co chcesz opublikować, oraz informacji, kto mówi i o czym. Resztę rozpisze ekipa, zwykle w formie prostej listy ujęć z przypisanymi godzinami.
Co zrobić, jeśli nie mam jeszcze planu publikacji?
Zrób go przed sesją, choćby w wersji roboczej. Dwadzieścia tematów rozpisanych w tabelce zajmuje godzinę i zmienia cały dzień zdjęciowy, bo lista ujęć przestaje powstawać na wyczucie.
Czy nagrania z telefonu wystarczą?
Do kulis, relacji i szybkich formatów zwykle tak. Problem pojawia się przy materiałach, które mają żyć dłużej: na stronie, w ofercie, w reklamie. Tam różnicę w świetle i ostrości widać od razu, zwłaszcza obok materiałów konkurencji nagranych porządnie.
Co zrobić dalej
Zanim ustalisz termin, usiądź na godzinę i rozpisz, co chcesz opublikować przez najbliższy miesiąc. Z tej listy wynika reszta: liczba scen, liczba stylizacji, długość dnia i to, czy materiał da się przyciąć do pionu bez strat.
Jeśli chcesz przegadać, ile realnie zmieści się w jednym dniu zdjęciowym u Ciebie, napisz na [email protected] albo zadzwoń: +48 517 754 270.